07.10.2007 :: 18:10

palce całe mam tradycyjnie już do krwi pogryzione. tak oto przy swędzeniu łokci odpoczywam - raz po raz zza lekko przymrużonych powiek prześlizgując się przez zimną powłokę własnego systemu braku wartości.

ale też braku kompromisów.

potrzeba mi nieco narkotycznej sennej dekoncentracji. bo starałem się rozciągnąć prawdę zbyt szeroko, aż w końcu stała się ona cienka, nieważka i przeźroczysta. przyjmę histerycznie każdą dawkę.

11.10.2007 :: 04:48

narkotyzując się snu brakiem ...

11.10.2007 :: 22:56

(patch me...)
zwiększony współczynnik tarcia opuszków palców mam. wzrok cielesnością przemęczony a umysł zagłębiony w doszukiwaniu się lalki w samym sobie. już tylko puls szumu jednostki sterującej jest dla mnie muzyką, tylko duszy szukam w pornografii.

I czasem znajduję.

(erase me...)
jakże drętwe są kwiaty, które za sobą zostawiam. wyblakłe, podniszczone, krwawiące ten raz jeden i nigdy już więcej. mające urok co najwyżej sprężynowej pozytywki w ogrodzie smyczkowej orkiestry. tak jakby nie mogły wspiąć się już nigdy na swoich wątłych łodygach w stronę nieba i rozpalającego do białości crescendo. jak zasuszone.

(reinvent me...)
rozmawiam ze sobą. a może z moim lustrzanym odbiciem. a może nawet z odbiciem w krzywym zwierciadle. a ono mnie też tylko przez pryzmat powietrzny widzi. i ty także.

i może w tej optycznej mozaice dawno już zanikło jakiekolwiek podobieństwo oryginału. a może powinno.

24.10.2007 :: 22:41

Ładne słowo na dziś:
przestres.

26.10.2007 :: 05:16

dzisiaj nie zaśniesz
jutro nie zaśniesz
wczoraj nie zaśniesz

a bezsenność z własnego wymarzonego koszmaru się bierze. a ciebie w ramiona. i masturbujecie się wzajemnie.